Osobiste doświadczenie
Od jakiegoś czasu blisko pracuję z jednym z moich Kompanów z jego nauką Magii IHVH-ADNI (TMO) z nagranych Lekcji. Ostatnio przesłał do mnie piękny i szczegółowy opis swojego własnego doświadczenia TMO. Byłem pod takim wrażeniem tego, jak wyraźnie przedstawił on swoje doświadczenie oraz jakości i głębii samego doświadczenia, że poprosiłem go o pozwolenie podzielenia się tym tutaj dla korzyści innych. On zgodził się z radością, więc poniżej znajduje się jego osobisty opis doświadczenia TMO po ukończeniu Lekcji 3 serii audio oraz moje własne komentarze (o które prosił). -------------------------------------------------- Osobiste doświadczenie
Myślę, żę najlepiej jest zacząć od początku i przedstawić to, co rozumiem robiąc TMO. Opiszę to w prosty sposób, więc skrócę kilka aspektów, które są oczywiste w praktyce. Na początku stoję nieruchomo, stopy złączone i ramiona opuszczone wzdłuż ciała, dłonie otwarde, wnętrza dłoni zwrócone do mnie. Relaksuję się przez kilka sekund oczyszczając umysł ze wszystkiego. Następnie, tak jak mnie nauczyłeś, gdy wibruję "Ani" wizualizuję i czuję Sferę Kether tuż ponad moją głową. Ukazuje się poprzez wibrację obszaru czakry korony. Gdy wibruję te pierwszą część kantyku, zdaję sobie sprawę, że tworzę Aïn z Aïn Soph Aur wchodząc w proces manifestacji poprzez afirmację "Ani". W moim rozumieniu nie jest to jeszcze manifestacja, lecz jedynie Boska wola jej uczynienia. Nawet następny krok Chèm HaVaYaH jest wciąż częścią nieukazanego, gdyż jest to transcendentny aspekt Boskości i jest to najbliżej, jak człowiek (wcielony?) kiedykolwiek zbliży się do nieukazanego poprzez Imię. Ukazany aspekt boskości (immanentny aspekt Boga) przychodzi z Elohim i łączę ten aspekt z Adonaï w kantyku. Następnie wibruję Chèm HaVaYaH podczas wizualizowania zejścia energii poprzez sfery Hochmah, Binah, Tiphereth i Malkuth. Zauważam, że w lekcjach audio wibrujesz to tak, jak wymowę kabalistyczną, ostro i potężnie. Skoro czteroliterowe Imię wymawiane jest na tym samym wysokim brzmieniu, jak cztery fale jednej stałej wibracji, a nie cztery oddzielne dźwięki, to podsuwa mi ideę Boskiej Jedności. Ta wymowa w sobie jest dla mnie trochę jak odtworzenie Boskiego Imienia, które zniszczało po Upadku, po wyborze Adama idącego ścieżką doświadczenia. Kiedy Adam "zbłądził", zniszczył ostatnią literę Chèm HaVaYaH, He, odnoszącą się do świata Assiah, naszego świata działania (jedynie z ludzkiej, a nie Boskiej perspektywy). Zatem dla mnie, podczas gdy wibruję to Imię w tym samym brzmieniu, w tym samym oddechu, każda litera jednoczy się z innymi jak jedno Wszystko, uczestniczę w tym odtworzeniu, ukazuję tę Boską Jedność w naszym świecie, w sobie i Jednoczę sfery procesu manifestacji wewnątrz siebie. Innymi słowy staję się Jednym i czyniąc to, wszystkie moje ciała, moja cała struktura jednoczy się w tej pojedynczej wibracji Chèm HaVaYaH i dostrajam się do tej rzeczywistości. Przy wibracji Adonaï przychodzi drugie zejście Energii, niekoniecznie jako wyraźny, oddzielny ruch, lecz myślę, że rozumiem to bardziej jako ten sam ruch lecz widziany z innej perspektywy, tak jak przeskok kamery. Tym razem jest to dla mnie manifestacja tak, jak my ludzie ją rozumiemy, tak jak gra w dwóch symultanicznych częściach, ta jest przypisywana ludzkości. W każdym bądź razie tłumaczy ona moją praktykę jakby "Aaahh" pochodziło z głębii wieków, jest to schodzący ruch Chèm HaVaYaH wypełniający coś w środku mnie, czego nie mógłbym wytłumaczyć, gdyż w tym samym czasie jestem nigdzie i wszędzie, nie jest to ograniczone do ścieżek i sfer poprzez które przelewa się światło. Jest to tak, jakby nigdy nie zamierzało przestać, tak jakby zawsze zwiększało swoją moc, wibrację, dźwięk - nie wiem jak to wytłumaczyć. A wtedy "don", jak silna iskra sprawia, że ta niezwykła akumulacja wybucha w jednym wznoszącym się ruchu, "aaï", zaczynającym się w Malkuth. Tym razem czuję i wizualizuję chmurę "Tęczowego Światła" wirującą w prawoskrętnym ruchu, która nie biegnie pierwotną ścieżką podczas swojego wzniesienia, lecz przepełnia całą moją strukturę, każdą pojedynczą część mojego ciała, każdą komórkę, wszystko wewnątrz mnie. Staję się tą energią z tym wyjątkiem, że mój obwód jest granicą, która oddziela to wewnątrzne postrzeganie Jedności od uniwersalnego manifestowania jej. Przy "Ribbono" (najwyższy ton) "Chèl" (najniższy ton) obecne są dwie polaryzacje manifestacji. Twórca i stworzenie, odnajdując swoją równowagę w medytacji środkowego tonu "Olam". Przy "Ribbono" mam wrażenie czegoś wysokiego, obszernego, więc keidy docieram do "Chèl" czuję pewien rodzaj obniżania się, pewno kurczenie przed rozkwitem "Olam". Przy "Olam" znika graniczna bariera, która oddziela moje doświadczanie wewnątrznej równowagi i Jedności od Uniwersalnego Wszystkiego. teraz uczestniczę w Jednym poprzez bezgraniczne rozszerzanie mojej świadomości ku krawędzi, której nie ma. Innymi słowy ku granicy, której nie mógłbym zrozumieć będąc mną. Czyniąc to wyobrażam siebie dostrajającego się do uniwersalnej doskonałej równowagi, dostrajam się do Jedności będąc nią. Ostatecznie, faza "Amen" staje się integracją tej harmonii i mnogości, z jaką harmonizowałem, w mojej wcielonej jaźni. Dla mnie 'am' z "Olam" jest zawsze połączone z 'am' "Amen", tak jakby były częścią tej samej wibracji, jednocząc razem jak "Aum". Nawet jeśli to połączenie nie jest wyrażone dźwięcznie, to pozostaje wewnątrz (tak to widzę). "A" rozpoczyna przyciągający ruch reintegrowania mojego stanu wcielonego stworzenia. Skoro "men" kończy drugą część wydechu, to wdech działa jak niezwykły ciąg, magnes absorbujący we mnie, poprzez każdą część mojego ciała jak przy oddychaniu porami, tę równowagę, jakiej doświadczałem z obfitością "Olam". Przenika do rdzenia mojego istnienia i osiada w każdym atomie mojego ciała. Po tym czuję się niezwykle dobrze i promieniuję to równomiernie poprzez siebie gdy ładuję to swoją wolą równoważenia moich fluidów, moich elementów, wszystkich energii wewnątrz mnie etc... Cóż, myślę, że to wszystko. Czy myślę o tym wszystkim gdy to wykonuję? Absolutnie nie, to jest jakbym był świadomy większości tego podczas samego procesu bez wyrażania tego intelektualnie, lecz raczej przez pewien rodzaj uczucia - trudno jest to okreslić. Czasami myślę, że robię dobrze, czasami nie :) To naprawdę zależy od wielu czynników, lecz myślę, że polepszam się z czasem. W taki czy inny sposób, zawsze czuję się absolutnie zrównoważony po wykonywaniu tego w taki sposób. Przez większość czasu przyjmę asanę i spędzę kilka minut na cieszeniu się tym cudownym uczuciem. Kiedy myślę, że robię dobrze, czuję coś, jakby każda część kantyku była połączona z innymi przez coś bardzo subtelnego, tak jakby wszystkie słowa były tylko jednym słowem / wibracją - wtedy wiem, że w pewien sposób mi się udało. Wiem, że nie jest to dokładnie tak samo, jak tego uczysz, lecz jest to zastosowanie, jakie spontanicznie do mnie przyszło. Zawsze wykonuję to na początku i końcu każdego innego rytuału i zauważyłem, że jestem dużo bardziej stabilny w moim codziennym życiu i że nie noszę ze sobą elementowego niezrównoważenia, jak często zdarzało się to wcześniej. W każdym bądź razie popraw mnie, jeśli moje podejście do twoich nauk brzmi źle czy też jeśli widzisz gdzieś jakiś problem. Ciągle pracuję ku celowi naturalnie wytyczonemu przez TMO, lecz używam tego podejścia jako metody alternatywnej. Bardzo bardzo docenię to, jeśli powiesz co o tym myślisz. Mam nadzieję, że moje słowa nie były zbyt złe w wyrażaniu siebie, lecz muszę przyznać, że było to ciężkie przy użyciu języka Szekspira. -------------------------------------------------- Odpowiedzi Rawna Wow! Bardzo ci dziękuję że mi to przesłałeś! >>Wiem, że nie jest to dokładnie tak samo, jak tego uczysz, lecz jest to zastosowanie, jakie spontanicznie do mnie przyszło.<< Ale przecież to własnie JEST tak, jak tego nauczałem! I opisałeś to tak bardzo elokwentnie! Dziękuję! :) BARDZO głęboką radość sprawia mi widzieć ludzi rozumiejących głębię TMO, a twój opis jest tego błyszczącym przykładem. Z którą lekcją obecnie pracujesz? Czy pracowałeś już z Lekcją Szóstą? Pytam się dlatego, że to co opisujesz objete jest w tej Lekcji dotyczącej wznoszenia świadomości. A raczje nawigowaniu i integrowaniu poziomów świadomości. Skoro prosiłeś mnie o to, przedstawię kilka swoich myśli na temat tego, co tak pięknie napisałeś. >>Na początku stoję nieruchomo, stopy złączone i ramiona opuszczone wzdłuż ciała, dłonie otwarde, wnętrza dłoni zwrócone do mnie. Relaksuję się przez kilka sekund oczyszczając umysł ze wszystkiego. Następnie, tak jak mnie nauczyłeś, gdy wibruję "Ani" wizualizuję i czuję Sferę Kether tuż ponad moją głową. Ukazuje się poprzez wibrację obszaru czakry korony. Gdy wibruję te pierwszą część kantyku, zdaję sobie sprawę, że tworzę Aïn z Aïn Soph Aur wchodząc w proces manifestacji poprzez afirmację "Ani". W moim rozumieniu nie jest to jeszcze manifestacja, lecz jedynie Boska wola jej uczynienia. << Jest to zarówno ukazanie jak i wola ukazania. Ta Boska Wola jest taka, że *zawiera* ona swój cel równocześnie z Wolą jego zrealizowania. 'Ani' doświadcza Całości i nie jest oddzielone od żadnej jego części. 'Ani' jest Tym Co Jest Immanentne. Przy Kether nie "stoisz ponad" ani "poza" Tworzeniem - ty JESTEŚ Tworzeniem *oraz* Twórcą. Jesteś Tworzącym Siebie. Dla sekwencyjnej świadomości, perspektywa zdaje się bardzo podobna do stania na czubku głowy ciała. 'Widzisz' Tworzenie 'pod' sobą i wewnątrz tych głębin 'widzisz' wcieloną jaźń osoby, która wymawia 'Ani'. Widzisz nić świadomości, która łączy tę osobową jaźń z jej Indywidualną i Większą Jaźnią. A równocześnie JESTEŚ tą osobą, Indywidualnością i Większym, wołającymi do Siebie. Wymawianie 'Ani' reprezentuje działanie nieskończonej ekspansji samo-świadomości. Jaźń rozszerza się by objąć Wszystko . . . albo lepiej . . . by *stać się* Wszystkim. >>Następnie wibruję Chèm HaVaYaH podczas wizualizowania zejścia energii poprzez sfery Hochmah, Binah, Tiphereth i Malkuth. << W Lekcji Szóstej jest to zejście *świadomości*, czy uwagi. Jest to tak, jakby 'Ani' było wciągane w dół przez osobę, która wypowiedziała 'Ani'. 'Ani', czyli Świadomość Kether, skupia się na Chokmah i dokonuje wyboru, który prowadzi do Większej Jaźni tej osoby, mieszczącej się w Binah. W binah, wypełnia Ona Większą Jaźń i 'rozgląda się', w pełni doświadczając perspektywy binah. Następnie patrzy 'na dół', podążając za nicią świadomości w dół do Jaźni Indywidualności osoby, która wypowiedziała 'Ani'. W Tiphareth, Ona ponownie 'rozgląda się' i wypełnia całkowicie Jaźń Indywidualnosci. Poprzez "wypełnia" rozumiem, że 'Ani' jest teraz świadome *głównie* Siebie jako 'Ani', Siebie jako Większej Jaźni i Siebie jako Jaźni Indywidualności. Ostatecznie przy ostatnim 'He', 'Ani' schodzi do jaźni osoby, która wypowiedziała 'Ani'. Podobnie zachodzi tutaj wypełnienie tej osoby 'Ani', większą i Indywidualną świadomością. To JEST *proces* Tworzenia. >>Zauważam, że w lekcjach audio wibrujesz to tak, jak wymowę kabalistyczną, ostro i potężnie. Skoro czteroliterowe Imię wymawiane jest na tym samym wysokim brzmieniu, jak cztery fale jednej stałej wibracji, a nie cztery oddzielne dźwięki, to podsuwa mi ideę Boskiej Jedności. << Tak! :) >>Ta wymowa w sobie jest dla mnie trochę jak uzdrowienie, odtworzenie Boskiego Imienia, które zniszczało po Upadku, po wyborze Adama idącego ścieżką doświadczenia. Kiedy Adam "zbłądził", zniszczył ostatnią literę Chèm HaVaYaH, He, odnoszącą się do świata Assiah, naszego świata działania (jedynie z ludzkiej, a nie Boskiej perspektywy). Zatem dla mnie, podczas gdy wibruję to Imię w tym samym brzmieniu, w tym samym oddechu, każda litera jednoczy się z innymi jak jedno Wszystko, uczestniczę w tym odtworzeniu, ukazuję tę Boską Jedność w naszym świecie, w sobie i Jednoczę sfery procesu manifestacji wewnątrz siebie. Innymi słowy staję się Jednym i czyniąc to, wszystkie moje ciała, moja cała struktura jednoczy się w tej pojedynczej wibracji Chèm HaVaYaH i dostrajam się do tej rzeczywistości. << Dokładnie! :) :) :) Magia IHVH-ADNI to tikkun. Pomaga uzdrawiać tkaninę Tworzenia wewnątrz chwili doczesnej (która jest jedynym 'miejscem', gdzie została wypożyczona). Tworzy Harmonię jednocząc warstwy Jaźni. Możnaby rzecz, że ona 'zamyka obwód'. >> Przy wibracji Adonaï przychodzi drugie zejście Energii, niekoniecznie jako wyraźny, oddzielny ruch, lecz myślę, że rozumiem to bardziej jako ten sam ruch lecz widziany z innej perspektywy, tak jak przeskok kamery. Tym razem jest to dla mnie manifestacja tak, jak my ludzie ją rozumiemy, tak jak gra w dwóch symultanicznych częściach, ta jest przypisywana ludzkości. << Kiedy 'Ani' zeszło całą drogę 'w dół' do osobistej jaźni razem z ukończeniem wymowy ostatniego He, obwód jest ukończony. Z następującym wtedy wdechem 'Ani' w pewien sposób zbiera si i odzwierciedla na wielowarstwowej Świadomości, która jest Sobą w tej doczesnej chwili. W pewnym sensie jest to czas dla sekwencyjnych poziomów świadomości by dogoniły resztę zwracając sekwencyjną uwagę na każdą z warstw. To mocno uziemia 'Ani' wewnątrz osobistej jaźni *i wewnątrz chwili doczesnej*. TO jest tym, co tworzy wybuch 'Adonai!'. Chmura tęczowo zabarwionego Światła jest *naturalną konsekwencją* tego specyficznego Tikkun. Kiedy osobista jaźń *świadomie* sięga 'w górę' do 'Ani' i *świadomie* ściąga je w dół całą drogę do chwili doczesnej, to tęczowo zabarwione Światło wybucha. Dlatego mówi się o tęczy, że jest "znakiem przymierza" . . [Przymierze jest generalnie faktem, kiedy *świadomie* wykonujemy ten Tikkun *świadomego* zjednoczenia poziomów świadomości (tj. kiedy świadomie integrujemy wieczność w chwili doczesnej), MOŻEMY tego dokonać i MOŻEMY osiągnąć tę gnozę. ;-) W religijnym ujęciu, jest to symbolizowane jako "ugoda" czy "przymierze" dokonane pomiędzy Bogiem a Człowiekiem. Tak naprawde jest to po prostu sposób, w jaki działają Błogosławione rzeczy.] >>W każdym bądź razie tłumaczy ona moją praktykę jakby "Aaahh" pochodziło z głębii wieków, jest to schodzący ruch Chèm HaVaYaH wypełniający coś w środku mnie, czego nie mógłbym wytłumaczyć, gdyż w tym samym czasie jestem nigdzie i wszędzie, nie jest to ograniczone do ścieżek i sfer poprzez które przelewa się światło. Jest to tak, jakby nigdy nie zamierzało przestać, tak jakby zawsze zwiększało swoją moc, wibrację, dźwięk - nie wiem jak to wytłumaczyć. << Aleph jest powietrzem ze swoją bezgraniczością. Jest to początek manifestacji Naturalnej Siły tęczowo zabarwionego Światła. Wznosi się ono *tylko gdy nie ma ograniczeń ani przeszkód*, zatem jest Niezatrzymywalną Siłą. >> A wtedy "don", jak silna iskra sprawia, że ta niezwykła akumulacja wybucha w jednym wznoszącym się ruchu, "aaï", zaczynającym się w Malkuth. << 'Don' jest ognisty i wybuchowo zapala powietrze, gdy pełna moc tej Naturalnej Siły się ukazuje. 'Aai' ustawia to w konkretną manifestację jako chmura tęczowo zabarwionego Światła. Główną rzeczą o jakiej należy pamiętać jest to, że 'Adonai' jest *rezultatem* zejścia 'IHVH'. Nie jest to osobna rzecz - jest to raczej integralna część. >>Tym razem czuję i wizualizuję chmurę "Tęczowego Światła" wirującą w prawoskrętnym ruchu, która nie biegnie pierwotną ścieżką podczas swojego wzniesienia, lecz przepełnia całą moją strukturę, każdą pojedynczą część mojego ciała, każdą komórkę, wszystko wewnątrz mnie. Staję się tą energią z tym wyjątkiem, że mój obwód jest granicą, która oddziela to wewnętrzne postrzeganie Jedności od uniwersalnego manifestowania jej. << Jeśli w tym momencie staniesz się również świadomy swojego Indywidualnego, Większego i 'Ani' poziomów Jaźni, to równocześnie wyślesz tęczowo zabarwione Światło do swojej *Całej* Jaźni. Innymi słowy, zjednocz wszystkie swoje warstwy Jaźni podczas tego wypełniania twojego ciała. Tym samym będziesz wypełniał WSZYSTKIE swoje ciała równocześnie. Jest to dużo bardziej potężne. >>Przy "Ribbono" (najwyższy ton) "Chèl" (najniższy ton) obecne są dwie polaryzacje manifestacji. Twórca i stworzenie, odnajdując swoją równowagę w medytacji środkowego tonu "Olam". Przy "Ribbono" mam wrażenie czegoś wysokiego, obszernego, więc keidy docieram do "Chèl" czuję pewien rodzaj obniżania się, pewno kurczenie przed rozkwitem "Olam". Przy "Olam" znika graniczna bariera, która oddziela moje doświadczanie wewnątrznej równowagi i Jedności od Uniwersalnego Wszystkiego. teraz uczestniczę w Jednym poprzez bezgraniczne rozszerzanie mojej świadomości ku krawędzi, której nie ma. Innymi słowy ku granicy, której nie mógłbym zrozumieć będąc mną. Czyniąc to wyobrażam siebie dostrajającego się do uniwersalnej doskonałej równowagi, dostrajam się do Jedności będąc nią. << Wow! To było Piękne! :) >>Ostatecznie, faza "Amen" staje się integracją tej harmonii i mnogości, z jaką harmonizowałem, w mojej wcielonej jaźni. Dla mnie 'am' z "Olam" jest zawsze połączone z 'am' "Amen", tak jakby były częścią tej samej wibracji, jednocząc razem jak "Aum".<< Są one ze sobą związane jak wdech i wydech -- razem tworzą jeden oddech. >>Nawet jeśli to połączenie nie jest wyrażone dźwięcznie, to pozostaje wewnątrz (tak to widzę). "A" rozpoczyna przyciągający ruch reintegrowania mojego stanu wcielonego stworzenia. Skoro "men" kończy drugą część wydechu, to wdech działa jak niezwykły ciąg, magnes absorbujący we mnie, poprzez każdą część mojego ciała jak przy oddychaniu porami, tę równowagę, jakiej doświadczałem z obfitością "Olam". Przenika do rdzenia mojego istnienia i osiada w każdym atomie mojego ciała. Po tym czuję się niezwykle dobrze i promieniuję to równomiernie poprzez siebie gdy ładuję to swoją wolą równoważenia moich fluidów, moich elementów, wszystkich energii wewnątrz mnie etc...<< Doskonale!!! :) Jeśli w momencie gdy 'A' zaczyna swój ruch przyciągania zwiążesz go ze świadomością Kether, to zobaczysz, że to jaźń osobista, działając jak magnes wciąga Błogosławione Tęczowe Światło Przymierza, z powrotem w siebie. Z Kether dużo łatwiej jest podążać za tym magnetycznym ciągnieniem *świadomie*. Zejdź *razem* z nim przez Chokmah, Binah, Tiphareth i do Malkuth. Podążaj za tym chętnie, stanowczo i radośnie. A kiedy język uderzy górną część ust przy kończącym 'n', jesteś całkowicie wewnątrz swojej jaźni osobowości. >>Cóż, myślę, że to wszystko. Czy myślę o tym wszystkim gdy to wykonuję? Absolutnie nie, to jest jakbym był świadomy większości tego podczas samego procesu bez wyrażania tego intelektualnie, lecz raczej przez pewien rodzaj uczucia - trudno jest to okreslić. << Tak właśnie funkcjonuje zintegrowana świadoma uwaga. Innymi słowy, kiedy *świadomie* jednoczysz te warstwy swojej uwagi w chwili doczesnej, wewnątrz tej chwili doczesnej wyłania się bardziej rozumiejąca forma świadomej uwagi. Ta zjednoczona świadomość posiada wiele cech odmiennych od świadomości ziemskiej. Jednym z tych artybutów jest zdolność pozostawania świadomym wszystkich swoich warstw równocześnie i szybkiego przemieszczania głównej uwagi pomiędzy nimi. Może ona 'przybliżać' i 'oddalać' jak tylko chce. W tym zjednoczonym stanie warstwy świadomości, które zazwyczaj są bardzo słabo postrzegane, mieszają się; a wyższe poziomy myślenia i percepcji przenikają bezpośrednio do poziomu sekwencyjnej, ziemskiej świadomości. >>Czasami myślę, że robię dobrze, czasami nie :) To naprawdę zależy od wielu czynników, lecz myślę, że polepszam się z czasem. << Według *mnie*, drogi przyjacielu, radzisz sobie cudownie! Łatwo mi to powiedzieć, gdyż posiadam perspektywę w jakij znam TMO na wylot, PLUS mam przyjemność korespondowania z kilkami innymi osobami na temat ich praktyki TMO. :) >>W taki czy inny sposób, zawsze czuję się absolutnie zrównoważony po wykonywaniu tego w taki sposób. Przez większość czasu przyjmę asanę i spędzę kilka minut na cieszeniu się tym cudownym uczuciem. Kiedy myślę, że robię dobrze, czuję coś, jakby każda część kantyku była połączona z innymi przez coś bardzo subtelnego, tak jakby wszystkie słowa były tylko jednym słowem / wibracją - wtedy wiem, że w pewien sposób mi się udało. << Pięknie! :) >>Zawsze wykonuję to na początku i końcu każdego innego rytuału<< Doszedłem do momentu, gdzie wszystkie moje ważniejsze prace rytualne są skupione dokoła TMO. Stało się ono na pewien sposób sławnym szwajcarskim nożem posiadającym tysiąc jeden zastosowań. ;-) >>i zauważyłem, że jestem dużo bardziej stabilny w moim codziennym życiu i że nie noszę ze sobą elementowego niezrównoważenia, jak często zdarzało się to wcześniej.<< Cudownie! :) :) :) Wszystkiego dobrego, -------------------------------------------------- >> Jestem dopiero w lekcji III. << ;-) Ale odczułeś już wiele z Lekcji Szóstej! > Dla sekwencyjnej świadomości, perspektywa zdaje się bardzo podobna >> Ok, oto moje pierwsze pytanie (mam nadzieję, że odpowiedź nie znajduje się w innych lekcjach): Kiedy mówisz "widzisz", to czy masz na myśli "wizualizujesz" czy "postrzegasz" ? Chodzi mi o to, czy jest to coś, jak postrzeganie siebie, czy jest to postrzeganie innego stopnia swojej świadomości? Innymi słowy czy powinienem dążyć do uzyskania świadomości tej perspektywy czy integrować ją poprzez oglądanie siebie z innego, bardziej "wyniesionego duchowo" punktu widzenia ? Może znałbym odpowiedź, gdybym był kilka kroków dalej, lecz na teraz ...<< 'Magiczna wizualizacja' i 'postrzeganie faktu' są oddalone od siebie jedynie o grubość włosa. Ostatecznie opisywałem 'postrzeganie', lecz mając na uwadze, że postrzeganie zaczyna się od magicznej wizualizacji. W Lekcji Szóstej sugeruję, by osoba praktykująca rozpoczęła od świadomego wizualizowania tych rzeczy. Z czasem i regularną praktyką doprowadzi to do 'postrzegania'. Wszystkiego dobrego,
|